wtorek, 17 października 2017

#43 "Robak na haku"



Nienawiść. Podobno uczucie jak każde inne. Tak się przynajmniej mówi. Jednak czy nienawiść można porównywać, przykładowo, z poczuciem głodu? Przecież głód to także uczucie, więc dlaczego zestawienie tych dwóch, niby podobnych doświadczeń, może wywołać uśmiech albo litościwe prychnięcie?
Nie.
Nienawiść nie jest uczuciem, jak każde inne. Nienawiść jest gorsza, bo wyniszcza wszystko, co stanie jej na drodze.
Chłodny prysznic uderzał w moją głowę, wywołując na całym ciele gęsią skórkę. Potrzebowałam takiego orzeźwienia, potrzebowałam pomyśleć w samotności, w całkowitej izolacji. Po tym, co powiedział mi Wiktor, po jego gorących pocałunkach, nie mogłam zostać dłużej w towarzystwie tego mężczyzny. Brzydziłam się sobą, bo zamiast męża zmieszać z błotem, pokazać mu jak wielkim jest potworem, ja wybaczyłam mu wszystko, jakby jego przeszłość nie miała żadnego znaczenia. Nie mogłam zrozumieć samej siebie, w głowie panował taki mętlik, iż ciężko mi było skupić myśli na jednej, konkretnej rzeczy. Nie miałam wątpliwości, że Wiktor był winny śmierci Zuzanny. Można śmiało powiedzieć, że poniekąd ją zabił, bo nie zrobił nic, co w sumie zrobiłby każdy normalny facet na jego miejscu. Chciało mi się krzyczeć, wymiotować i płakać jednocześnie, bo ilekroć przywoływałam w pamięci słowa męża, za każdym razem byłam skłonna wybaczyć mu jego przeszłość, wszelkie przewinienia.
A przecież nie powinnam tego robić. Zuzanna została zgwałcona, tak samo jak ja. Doskonale rozumiałam jej rozpacz, jej ból oraz wstręt jaki musiała odczuwać po tym wszystkim. Widziała Wiktora, może nawet wzywała pomocy, a on nie kiwnął palcem. Stał i patrzył na te wszystkie okropności, dławiąc się własnym bólem i złamanym sercem. Nie rozumiałam tego. Próbowałam ogarnąć umysłem jak można nie ratować osoby, którą się ponoć kochało, jednak nie potrafiłam tego zrozumieć. Być może Wiktor nie powiedział mi jeszcze wszystkiego, może ta historia ma drugie dno, ukryte dno, które może być jeszcze gorsze niż to, co usłyszałam dzisiejszego ranka.
Mój żołądek ścisnął się boleśnie, gdy po raz kolejny dotarło do mnie, że zamiast pałać nienawiścią do męża, pałam nią do samej siebie. Moje serce było skłonne wybaczyć Wiktorowi dosłownie wszystko, natomiast mózg stanowczo temu protestował. Byłam całkowicie skołowana, zmęczona i znerwicowana. Nie mogłam udźwignąć przeszłości męża i powoli zaczynało to do mnie docierać. Czułam, że pod tą maską obojętności, kryje się wiele znacznie gorszych przeżyć i doskonale wiedziałam, że nie będę w stanie zrozumieć tego, co przeżył mój mąż.
Zakręciłam strumień wody i wyszłam spod prysznica. Dłonie trzęsły mi się tak bardzo, że z trudem chwyciłam ręcznik, po czym zanim się nim owinęłam – upuściłam go dwa razy na podłogę. Podeszłam do niewielkiej, białej umywalki i zerknęłam w jajowate lustro. Patrzyła na mnie blada, chuda dziewczyna z podkrążonymi oczami i zapadniętymi policzkami. Mokre włosy przykleiły się do twarzy oraz ramion, a usta drżały bardziej z bezsilności i wyczerpania, aniżeli z zimna. Wzięłam kilka głębszych oddechów, starając się uspokoić ciało oraz rozbiegane myśli. Za ścianą toczyła się zażarta kłótnia ciotki Apolonii oraz Lusi i słysząc kolejne przekleństwa młodszej siostry, zamknęłam na chwilę oczy.
Tego było za dużo.
Za dużo naraz, zbyt wiele problemów, bólu i cierpienia w jednej chwili. Wiktor, mama, ciąża Lusi... Przecież żaden normalny człowiek nie może znieść tyle nieszczęść jednocześnie. To po prostu niewykonalne... a może to było niewykonalne tylko dla mnie?
W pokoju obok coś łupnęło z dość dużym łomotem.
NIE JESTEŚ MOJĄ MATKĄ! — wrzasnęła na całe gardło Lusia.
Ty głupia, niewdzięczna gówniaro! — zawołała ciotka, a ja zasłoniłam uszy dłońmi.
Nie. Nie mogłam tego dłużej słuchać.
Wytarłam się najszybciej jak umiałam, ubrałam czarne dresy oraz szarą bluzkę z długim rękawem i wyszłam z łazienki, czując jak zaczyna mnie boleć głowa. Ciocia Apolonia stała naprzeciw Lusi w salonie i obie wyglądały tak, jakby chciały się pozabijać wzrokiem. Pomiędzy obiema paniami leżał przewrócony puf i domyśliłam się, że to on tak łupnął, gdy któraś z nich (a podejrzewałam o to Lusię) go przewróciła.
Próbuję przetłumaczyć twojej siostrze — zwróciła się do mnie Apolonia — że musi pójść do ginekologa.
Oparłam się ramieniem o futrynę.
Po co? — zapytałam słabo. — Przecież ona wie lepiej, prawda? Po co się kłócić i spierać, ciociu?
Ty też zgłupiałaś? — kobieta wybałuszyła oczy, jakby widziała mnie pierwszy raz w życiu. — Zalałaś sobie mózg pod tym prysznicem?
Wzruszyłam lekko ramieniem.
Zrobiła co zrobiła, teraz niech ponosi konsekwencje. Niech zamieszka w domu samotnej matki albo coś.
Lusia zbladła.
Żartujesz sobie ze mnie? — zapytała. — Dostałaś do głowy?
Sama nie byłam pewna czy nie zwariowałam z tego wszystkiego.
Nie, Lusia. Nie żartuję. — Weszłam do salonu i usiadłam na kanapie. — Mama nie żyje, tata ma chore serce, a ty zrobiłaś sobie dzieciaka. Teraz musisz ponieść konsekwencje.
Majka, ale dom samotnej matki? — Apolonia usiadła obok mnie. — Przecież Lusia może zamieszkać ze mną. Pomogę jej.
O widzisz! — podłapała nastolatka.
Posłałam jej groźne spojrzenie.
Wszystkie doskonale wiemy, że się nie znosicie. Ja nie mam siły, by zajmować się Lusią i dzieckiem. Tata... tata potrzebuje spokoju, poza tym on i Lusia to jakby wsadzić do jednej klatki dwa wściekłe psy.
Zarówno ciocia jak i moja siostra patrzyły na mnie wielkimi oczami. Dotychczas jakoś nie myślałam o tym, by pozwolić Lusi wziąć odpowiedzialność za swoje zachowanie, ale może to nie był taki zły pomysł? Dziewczyna mogłaby w końcu zobaczyć, czym jest dorosłe życie i jak bardzo może być trudne.
Kochanie — ciotka Apolonia położyła dłoń na moim ramieniu — nie myślisz racjonalnie. Wiem, że masz swoje problemy, ale wyrzucać siostrę z domu? Tak nie można.
A sypiać z własnym wujkiem to można? — Spojrzałam na szesnastolatkę.
Dziewczyna patrzyła na mnie ze łzami w oczach i objęła swoje ramiona rękoma, jakby chciała się bronić przed moim spojrzeniem.
Albert chce mnie poślubić — wyjąkała cicho. — Mogłabym zamieszkać z nim...
Przestań pieprzyć. — Wstałam z kanapy, jednocześnie strzepując dłoń ciotki. — Masz szesnaście lat, pstro w głowie, a ślub ci się marzy? Spójrz co narobiłaś do tej pory, a teraz chcesz dorosłą zgrywać?
Lusia zrobiła dziwną minę, coś pomiędzy zdenerwowaniem a rozpaczą, a potem jej twarz niebezpiecznie poczerwieniała.
Patrzcie państwo — prychnęła, puszczając ręce wzdłuż tułowia — obrończyni moralności się znalazła. Wielka pani hrabina, co puszcza się na prawo i lewo z byle kim!
Coś zakuło mnie w klatce piersiowej i z wrażenia zachłysnęłam się powietrzem.
Coś ty powiedziała? — zapytałam, dając krok w stronę nastolatki. — Odszczekaj to!
Bo co?! Co mi zrobisz, puszczalska małpo?! Ja może i jestem w ciąży, ale za to ty jesteś wieśniacką kurwą!
Lusia! — krzyknęła ciotka Apolonia.
No co?! — zawołała. — Może kłamię?! Niech cioci powie jak się bzykała po kątach z Malinowskim, niech powie jak się z nim pieprzyła i tylko marzyła kiedy znowu będzie mogła się z nim mizdrzyć po kątach! Wielka mi mężatka! Krowa jakich...
Nie wytrzymałam. Coś we mnie pękło i zanim pomyślałam co tak właściwie robię, rzuciłam się na Lusię z pięściami. Nastolatka nie miała żadnego prawa tak o mnie mówić, tym bardziej, że nie miała bladego pojęcia ani o mnie, ani o Malinowskim. Nie wiedziała dosłownie nic, a strzępiła język, jakby o wiele lepiej znała wszystkie szczegóły tego, co się działo.
Lucyna w ogóle nie spodziewała się ataku z mojej strony, dlatego pisnęła przerażona, gdy chwyciłam w obie dłonie jej jasne włosy.
Majka! — krzyczała ciotka. — Na litość boską, Majka!
Nie posłuchałam. Szarpałam się z siostrą, czując łzy na policzkach i wściekłość, która dosłownie wyżerała mi wszystkie żyły. Nie myślałam racjonalnie, całkowicie zapomniałam o tym, że przecież moja siostra spodziewa się dziecka i mogę wyrządzić mu krzywdę. Ciocia Apolonia próbowała nas rozdzielić, jednak bezskutecznie, więc ograniczyła się do krzyków, które kierowała raz do mnie, a raz do szesnastolatki. Lusia pisnęła, gdy udało mi się z dużą siłą przeciągnąć ją w moją stronę, i również chwyciła moje, jeszcze mokre włosy, by jakoś się obronić. Kątem oka dostrzegłam jakiś ruch, a potem dość silne ramiona stanowczo chwyciły mnie w pasie i odciągnęły od Lusi. Dziewczyna znalazła się poza zasięgiem moich rąk, ale ja i tak krzyczałam i wyciągałam w jej kierunku ramiona, jakbym liczyła, że Lucyna sama ruszy do bójki.
Spokój! — zagrzmiał męski głos i dopiero teraz się zorientowałam, że Wiktor mocno trzyma mnie w pasie, bym nie zaatakowała siostry. — Co u diabła?!
Rzuciła się na mnie! — zapłakała Lusia.
Jezu, Wiktor, jak dobrze, że wróciłeś — jęknęła Apolonia, po czym szybko podeszła do mojej siostry. Otoczyła ją ramieniem, jakby chciała dać jej bezpieczeństwo. — Tu jest jakiś dom wariatów!
Mario — warknął ostrzegawczo mężczyzna, ponieważ cały czas próbowałam się wyrwać. — Co to ma znaczyć?
Rzuciła się na mnie! — powtórzyła Lusia, chwytając dłonią skroń. — Nienormalna jest!
Przestałam wierzgać i zamarłam w bezruchu, dysząc ciężko. Dopiero teraz zaczęła powracać jasność umysłu i zdałam sobie sprawę z tego, co tak właściwie zrobiłam. Wiktor delikatnie rozluźnił uścisk, a następnie puścił mnie całkowicie, jednak nie miałam wątpliwości, że cały czas jest gotowy zareagować, gdybym znów rzuciła się do ataku.
Posrało cię totalnie! — jęknęła zapłakana Lusia. — Chciałaś mnie zabić czy jak?!
Spojrzałam na ciotkę Apolonię, która przytuliła moją siostrę do siebie. Patrzyła na mnie z wyrzutem, jakbym właśnie zrobiła coś naprawdę strasznego.
Co tu się, do cholery, wyrabia? — zapytał chłodno Wiktor.
Zignorowałam pytanie męża i zatrzęsłam się w duchu. Wyrzuty sumienia zaczynały ogarniać całe ciało, a przerażenie ścisnęło moją klatkę piersiową. Boże, przecież ja mogłam zrobić krzywdę własnej siostrze!
Lusia... — zaczęłam, jednak urwałam, bo nie wiedziałam co mogłabym powiedzieć. Nic nie było w stanie usprawiedliwić mojego zachowania i wszyscy zdawali sobie z tego sprawę.
Odwal się ode mnie, okej? — wyjąkała nastolatka, odsuwając się od ciotki. — Jak masz za dużo adrenaliny to zapisz się na boks, a nie wyżywasz się na własnej siostrze. — Wyminęła mnie, z policzkami mokrymi od łez i dość sporym zadrapaniem na czole.
Chciałam ją chwycić, jakoś przeprosić, jednak Wiktor stanowczo chwycił mój łokieć, jednocześnie pozwalając Lusi opuścić salon. Spojrzałam w twarz męża, jednak jak zwykle pozostała zimna niczym lód, a po wcześniejszym załamaniu nie było śladu. Hrabia powiedział mi wszystko, co miał do powiedzenia, i znów założył swoją maskę, nie chcąc pokazywać światu swojego prawdziwego „ja”.
Muszę z nią porozmawiać — powiedziałam. — Muszę...
I co jej powiesz? — przerwał mi w pół zdania. — Co ci takiego zrobiła, że ją zaatakowałaś?
Otworzyłam usta, jednak żadne słowo nie wydobyło się z mojego gardła. Bo i co ja mogłam powiedzieć? Wiktor nie miał bladego pojęcia co tak naprawdę zaszło między mną, a Mateuszem. Nie mogłam też teraz mu tego powiedzieć, bo mąż uznałby, że wymyślam bajeczki tylko po to, by zrobić z siebie niewiniątko. Wiktor, owszem, zdradził mi część swojej historii, jednak sytuacja z Malinowskim nadal wisiała nad nami niczym ciemne chmury, z których lada chwila spadnie deszcz.
Ciocia Apolonia przysiadła niepewnie na brzegu kanapy. Spojrzała na mnie jakoś dziwnie, a następnie wzięła głębszy oddech, jakby szykowała się, by powiedzieć coś bardzo ważnego.
Myślę, Wiktor — zaczęła — że powinieneś zabrać Marię daleko stąd.
Mężczyzna poluźnił uścisk na moim łokciu i poruszył się nieznacznie. Całe moje ciało przeszedł dreszcz.
Apolonia miała rację, stwarzałam zagrożenie dla otoczenia, już drugi raz rzuciłam się na kogoś z pięściami, tracąc kontrolę nad własnym umysłem. Robiłam to machinalnie, niczym robot, bez żadnego zastanowienia. A przecież Lusia była moją siostrą, wiadomo, kłóciłyśmy się nie raz, jednak nigdy nie dochodziło między nami do krwawych bójek. Przepychanki, zwłaszcza gdy byłyśmy młodsze, były na porządku dziennym, jednak bójka? W dodatku wywołana przeze mnie?
Odsunęłam się od Wiktora i powoli usiadłam na fotelu. Trzęsłam się tak bardzo, że nie mogłam zapanować nad rękoma oraz wargami, które drżały niemiłosiernie, natomiast ciocia Apolonia skrzętnie unikała mojego wzroku. Być może po tym co zobaczyła obudziła się w niej jakaś nienawiść do mnie. Może uznała, że jestem osobą psychicznie chorą i powinnam trzymać się z dala od najbliższych. Cokolwiek w tej chwili błądziło po jej głowie, z pewnością było absolutną racją.
Wiktor patrzył na mnie bez mrugnięcia okiem, jakby zastanawiał się nad słowami cioci.
Mario — rzekł w końcu, jednak ja nie zwróciłam na to uwagi.
Ukryłam twarz w dłoniach zdesperowana do granic możliwości.
Mój mąż wyszedł do przedpokoju, a potem usłyszałam jak mówi:
Isidro, macie kilka dni wolnego... Tak dobrze słyszałeś... Nie, możecie jechać gdziekolwiek. Poradzę sobie.
Zabrałam dłonie z twarzy, a Wiktor wrócił do salonu, jednocześnie wsuwając komórkę do kieszeni spodni.
Spakuj się — powiedział do mnie. — Pojedziemy w miejsce, którego dawno nie odwiedzałem.

Dwie godziny później pędziliśmy drogą szybkiego ruchu w kierunku przeciwnym do Złotych Ogrodów. Z każdą sekundą oddaliśmy się od wszystkich złych chmur, jakie nad nami wisiały. Zostawialiśmy za sobą zarówno posiadłość i przeszłość Wiktora, jak i mój dom, grób mamy oraz całkowicie rozbitą rodzinę. Jechaliśmy wśród setek innych pojazdów, niejednokrotnie przekraczając dozwoloną prędkość, a cisza jaka między nami panowała, chyba po raz pierwszy nie była czymś nieprzyjemnym i uciążliwym.
Zanim się spakowałam i przyszykowałam do odjazdu, moje włosy zdążyły całkowicie wyschnąć i związałam je w jakiegoś niedbałego koka. Nie wiedziałam dokąd oraz na jak długo jedziemy, jednak spakowałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy oraz kosmetyki. Lusia nie odezwała się do mnie ani słowem przed moim wyjazdem, nawet nie zaszczyciła mnie spojrzeniem, natomiast ciotka Apolonia, w kompletnym milczeniu, pomogła mi się spakować. Nikt się ze mną nie pożegnał, nawet ojciec zaślepiony bólem oraz wściekłością, machnął lekceważąco ręką, gdy Wiktor oznajmił, że wyjeżdżamy. Rodzina Borowskich – moja rodzina – powoli przestawała istnieć.
I to była moja wina.
Przełknęłam gorzkie łzy i zerknęłam w stronę męża. On również, odkąd opuściliśmy miasto, nie odezwał się ani słowem. Może również uznał mnie za wariatkę, którą trzeba odizolować od najbliższych? Może wywoził mnie gdzieś na jakieś odludzie, tylko po to, by pokazać mi jak bardzo mam źle w głowie? Wiktor nie patrzył na mnie, całą uwagę skupił na prowadzeniu samochodu, ale ewidentnie wyczuł mój wzrok. Zauważyłam jak mocniej zaciska dłonie na kierownicy, niemal niedostrzegalnie poruszył się w fotelu. Jednak mimo to, nadal nic nie mówił. Wzięłam kilka głębszych oddechów.
Ludzie mówią, że zamurowałeś Zuzę w swojej sypialni — powiedziałam cicho.
Hrabia spojrzał na mnie przelotnie, jednak w jego spojrzeniu nie dostrzegłam żadnej emocji.
Ludzie mówią wiele rzeczy, Mario — odrzekł grobowym tonem.
To prawda? — dociekałam. — Zamurowałeś ją?
Dłonie Wiktora zacisnęły się na kierownicy jeszcze bardziej, tak mocno, że skóra na wierzchu zdrowej dłoni zrobiła się dosłownie biała. Przez dłuższą chwilę nic nie odpowiadał, a potem wrzucił kierunek i wymijając jakiegoś busa, mruknął:
Być może.
Spojrzałam przed siebie. Do mojej głowy wróciły te wszystkie chwile jakie spędziłam w pokoju męża. Wspomnienia pocałunków, dotyku, a nawet wszelkich kłótni w miejscu, w którym mógł być zamurowany człowiek, sprawiły, że zrobiło mi się niedobrze. Jednak mimo to, nie czułam się jakoś specjalnie przerażona czy zniesmaczona. Tak jakbym już od dawna oswajała się z myślą, że część plotek o moim mężu może być prawdziwa.
Spojrzałam przed siebie, nieświadomie zaciskając pięści.
Ta historia, którą mi dzisiaj powiedziałeś, to tylko część tego, co się wydarzyło, prawda?
Wiktor przez chwilę nie odpowiadał, jakby sam się zastanawiał czy powinien udzielać jakiejkolwiek informacji.
Prawda — rzekł w końcu. — To, co usłyszałaś, to ledwie niewielki ułamek całej historii.
Znów spojrzałam na męża.
I pewnie nie opowiesz mi dalszej części?
Mężczyzna potarł dłonią policzek, najwidoczniej w jakimś utrapieniu.
Nie wiem, Mario — odpowiedział. — Przez ciebie nic już nie wiem. Pierwszy raz od wielu lat naprawdę nie mam pojęcia co robić dalej.
Zmarszczyłam lekko czoło.
Wiktor Husarzewski się pogubił? — zapytałam zdziwiona. — Kto by pomyślał.
Zapadła cisza. Mąż nie skomentował mojej wypowiedzi, zamiast tego docisnął gaz do dechy i kolejnych kilka kilometrów przejechaliśmy niczym rajdowcy na torze wyścigowym. Zupełnie nieświadomie chwyciłam dłonią boczek od drzwi, ale nie czułam przerażenia. Gdzieś w głowie mignęła mi nawet myśl, że cudownie byłoby się roztrzaskać na jednym z mijanych drzew. Wiktor wyprzedził jakąś ciężarówkę, wrzucił kierunek i z piskiem opon wjechał na otoczony drzewami zajazd. Nie było tu nic, prócz wielkich drzew, krzaków oraz rozpadającego się, drewnianego stolika. Zatrzymał auto, wyłączył silnik, a następnie odwrócił się w moją stronę.
Twarz hrabiego była... ciężko opisać jaka. Tańczyło na niej coś na kształt determinacji, która jednocześnie mieszała się z dziwnym niepokojem.
Wiesz, dlaczego się z tobą ożeniłem, Mario? — zapytał chłodno, patrząc mi prosto w oczy.
Zamrugałam kilka razy i niepewnie puściłam uchwyt w drzwiach.
Nie ożeniłem się z tobą, bo mi się spodobałaś, bo uznałem, że będziesz idealną żoną. Zrobiłem to, bo potrzebowałem przynęty.
Poprawiłam się w fotelu, a w głowie pojawiła się myśl, że to co usłyszę w ogóle mi się nie spodoba.
Przynęty? — zapytałam cicho.
Tak, przynęty. Mam wrogów, którzy szukają odpowiedniej okazji, by mnie zaatakować. Ale nie zależy im, by krzywdzić mnie we własnej osobie, tylko chcą to zrobić tak, bym cierpiał jak nigdy przedtem.
Otworzyłam usta całkowicie zdumiona. Wiktor nie musiał mówić nic więcej, reszty domyśliłam się sama. Miałam być kozłem ofiarnym, zmusić wrogów Wiktora, by zechcieli go zaatakować. I mieli to zrobić moim kosztem, bo przecież nie ma lepszej motywacji do zaatakowania kogoś, jak skrzywdzenie bliskiej mu osoby. A że Wiktor dotychczas nie miał nikogo bliskiego, to ja byłam idealną przynętą.
Dlatego cały czas mnie unikasz — powiedziałam na głos — nie chciałeś okazywać mi uczuć, by w razie czego nie cierpieć. Chodziło ci tylko o to, by wywabić wrogów z kryjówki! A ja się w ogóle nie liczę!
Po części tak było — odpowiedział. — Ale nigdy nie pozwoliłbym ci zrobić krzywdy, Mario. Moi wrogowie wiedzą, że gdyby tylko uderzyli, zrobiłbym wszystko, byś wyszła z tego możliwie jak najbardziej cało.
Moje serce zabiło mocniej.
Cało?! — krzyknęłam. — Czy ty widzisz co ze mną zrobiłeś?! Jak ja wyglądam?! Wiesz co czuję?! — W moich oczach wezbrały łzy, ale nie zamierzałam ich powstrzymywać.
Wiktor potarł czoło oparzoną dłonią, a potem westchnął ciężko.
Mario, wszystko się zmieniło — warknął z irytacją. — Nie chciałem się do ciebie zbliżać, ale ty wiecznie wierciłaś dziurę, wiecznie czegoś oczekiwałaś. Cholera, obróciłaś cały mój plan w nicość!
Och, przepraszam bardzo — syknęłam. — Naprawdę, od samego początku chciałam obrócić twój chory plan w proch. Obrałam to sobie za cel życiowy i skrzętnie dążyłam do tego, by go osiągnąć. A to, że przy okazji zniszczyłam własne życie, to tylko nic nieznaczący fakt.
Wiktor przymknął na chwilę oczy, jakby zbierał w sobie cierpliwość, a gdy ponownie na mnie spojrzał w jego źrenicach dostrzegłam coś na kształt współczucia.
Przyznaję, nie myślałem o tobie — rzekł. — Przynajmniej nie do czasu, aż pojawiłaś się w posiadłości. — Niespodziewanie chwycił moją twarz w dłonie. — Odkąd jesteś, robię co mogę, by zapewnić ci bezpieczeństwo. Przestałaś być wabikiem, a stałaś się realnym zagrożeniem. Moim zagrożeniem, bo gdyby moi wrogowie rzeczywiście zechcieli cię skrzywdzić, oszalałbym z niepokoju.
Patrzyłam w twarz Wiktora, nie do końca wiedząc, czy w ogóle powinnam mu wierzyć. Wydarzyło się tyle złych rzeczy, tyle cierpień w tak krótkim czasie, że naprawdę nie byłam pewna w jakim stopniu słowa męża są prawdziwe.
A Lodownia? — zapytałam przez łzy. — Zapomniałeś już? A facet w kominiarce? A... — urwałam, o mało nie wypowiadając najgorszego: A siodlarnia?
Pokręcił przecząco głową.
Lodownia nie ma nic wspólnego z moimi wrogami — rzekł. — Sprawdziłem to Mario bardzo dokładnie. Porwał cię ktoś, kto był, lub nadal jest, blisko nas. Ktoś, kto chce mi coś przekazać.
Delikatnie chwyciłam dłonie hrabiego i zdjęłam je ze swojej twarzy. Spojrzałam na nie, na długie i zgrabne palce, nieco szorstką skórę zdrowej dłoni oraz pomarszczoną, twardą i zaczerwienioną tej drugiej. Przyglądałam się im, powoli układając w głowie wszystko to, co przed chwilą padło z ust Wiktora. Byłam przynętą. Robaczkiem na haku, który miał zwabić głodną, wściekłą rybę. Od samego początku, Wiktorowi chodziło tylko i wyłącznie o swoich wrogów. Nie interesowało go małżeństwo, nie interesowałam go ja, bo doskonale wiedział, że z jego potyczki z przeciwnikami nie wyjdę cało. Nie liczyłam się. A przynajmniej nie miałam się liczyć.
Czy miało jakieś znaczenie, że teraz Wiktor chciał mnie chronić? Po tym wszystkim co już się wydarzyło, mogłabym uwierzyć w dobre intencje męża oraz jego chęć odizolowania mnie od niebezpieczeństwa? Czy mimo wszelkich uczuć mogłam mu wybaczyć kolejny raz? Nie miałam bladego pojęcia. Ścisnęłam delikatnie dłonie mężczyzny, a ten odpowiedział tym samym. Trzymał moje ręce, jakby były jego ostatnią deską ratunku. Jakby na świecie nie zostało mu nic innego, oprócz mnie.
Jaką mam pewność, że znów nie będziesz mnie narażał? — zapytałam, spoglądając w twarz hrabiego.
Przełknął ślinę i zanim odpowiedział, ponownie ścisnął moje dłonie.
Nie masz — mruknął grobowo. — Musisz mi zaufać.
Zamknęłam na chwilę oczy, czując jak serce tłucze mi się w piersi. Los zgotował mi piekło na ziemi. Ktoś zdecydował, że moje życie będzie pasmem nieszczęść, bólu i cierpienia. Mogłam zrobić dwie rzeczy: poddać się, uciec od tego wszystkiego i zaznać spokoju, lub walczyć o swoje. Mogłam pokazać, że jestem tchórzem i nieudacznikiem, albo wojownikiem z krwi i kości.
Możemy zawrzeć układ? — zapytałam, a Wiktor zmarszczył lekko brwi.
Układ? — zdziwił się. — Dotyczący czego?
Nas, życia, wszystkiego. Obiecaj mi, że tam dokąd jedziemy, zaczniemy wszystko od nowa. Od zera.
Wiktor rozchylił usta w niemym zdumieniu. Nie spodziewał się czegoś takiego, może był pewien, że zacznę wrzeszczeć, będę chciała uciekać lub zwyczajnie spróbuję ze sobą skończyć. Może był pewien, że będę chciała drążyć temat wroga, który nadal przebywał w naszym środowisku lub będę wnikała w temat przeszłości męża. Wiktor oczekiwał dosłownie wszystkiego, oprócz tego, co zrobiłam w rzeczywistości.
A zrobiłam jedno.
Rozpoczęłam walkę. 

____________________________

Kochani! 
Na moim blogu autorskim: Blog Małej Migotki pojawił się bardzo ważny wpis odnośnie losów WSZYSTKICH moich blogów. Uprzejmie proszę, by wszyscy, którzy zżyli się z tą historią, zapoznali się z notką na tamtym blogu. 
Dla spanikowanych dodam - nie, nie przestaję pisać :D 
Po prostu szykuję przeprowadzkę i chciałabym, abyście zapoznali się z treścią informacji, którą tam umieściłam. 
Z góry dziękuję za fatygę! 
Do następnego!