środa, 26 lipca 2017

#42 "Bierność"



Wiktor poszedł wziąć prysznic, ja natomiast zabrałam się za przygotowywanie kawy oraz śniadania. Serce waliło mi jak potłuczone, a moja radość mieszała się z panicznym strachem. Chciałam znać przeszłość męża, naprawdę chciałam wiedzieć co go spotkało, jednak bałam się, że to wszystko, ta cała historia przytłoczy mnie zbyt bardzo. Dodatkowo ja sama także skrywałam tajemnicę, której chyba nigdy nie będę w stanie mu wyjawić.
Zalałam kawę wrzątkiem, po czym zaczęłam smarować kawałek chleba masłem. W mojej głowie toczyła się istna bitwa myśli, nadal nie byłam pewna czy dobrze zrobiłam zmuszając Wiktora do przyjazdu. Powiedziałam mu, że mi zależy i to była prawda, jednak czy była jeszcze szansa na to, by stworzyć coś w miarę normalnego i trwałego? Czy mogliśmy żyć razem, w zgodzie, bez krzywdzenia siebie nawzajem? I czy Wiktor potrafiłby poczuć do mnie coś, co byłoby chociażby namiastką miłości, jaką darzy Zuzannę? Naprawdę się bałam. Z każdą mijającą minutą moje serce ogarniał przeogromny strach. Nie miałam żadnej pewności, że gdy w końcu poznam przeszłość hrabiego, usłyszę także, iż on nigdy mnie nie pokocha, bo całe życie kochał i kocha tylko swoją byłą narzeczoną. Wiedziałam też, że jeżeli moje obawy się sprawdzą, będę zdana na życie u boku faceta, który nigdy nie spojrzy na mnie jak na swoją żonę.
Dłonie mi się zatrzęsły tak bardzo, że prawie upuściłam talerze. Brzęk odstawianych w pośpiechu naczyń rozniósł się po całym mieszkaniu, a ja zmuszona byłam oprzeć wyprostowane ręce o blat, by jakoś uspokoić skołatane nerwy.
Zostaw to, Mario. — Usłyszałam za plecami i drgnęłam nerwowo. Zerknęłam do tyłu gdzie Wiktor, wykąpany, odświeżony i przebrany, stał w progu kuchni, obserwując mnie badawczo.
Spojrzał znacząco na talerze, potem znów na mnie, a z jego miny wywnioskowałam, że stoi tutaj znacznie dłużej, niż przypuszczałam.
Powinieneś coś zjeść — odpowiedziałam, chwytając w dłoń nóż. — Przebyłeś długą drogę. — Nie musiałam zerkać do tyłu, by wiedzieć, że mąż zbliżył się do mnie.
Najpierw poczułam zapach żelu pod prysznic, wymieszanego z perfumami, a potem dłoń Wiktora delikatnie wyjęła mi z ręki nóż. Odłożył go na blat i odsunął deskę do krojenia, na której nadal spoczywały trzy kawałki chleba.
Chodź — powiedział, pociągając mnie lekko za łokieć.
Dokąd idziemy? — zapytałam, gdy zaciągnął mnie do przedpokoju i rzucił w moją stronę kurtkę.
Gdzieś, gdzie nie ma ścian — mruknął. — Ściany mają uszy.
Zrozumiałam. Nie chodziło o żadne ściany tylko Lusię, która mogła w każdej chwili wyjść z pokoju i usłyszeć o czym rozmawiamy. Wiktor nadal nie chciał, by jego przeszłość ujrzała światło dzienne, jednak mimo to, zdecydował się mi ją opowiedzieć. Czy to mogło oznaczać, że on również pragnął czegoś na kształt normalności? Czy gdybym była mu całkowicie obojętna, wychodzilibyśmy z bloku na chłodny, wrześniowy poranek i szukali odpowiedniego miejsca do porozmawiania? Nie znałam odpowiedzi na te pytania. Wiedziałam jedynie, że jeżeli naprawdę zaraz usłyszę historię hrabiego, cała relacja między nami zmieni się już na zawsze. Nie byłam jedynie pewna tego czy te nasze kontakty zaczną biec dobrymi torami, czy wręcz przeciwnie, zniszczą nas doszczętnie.
Chłodny wiatr uderzył w nasze twarze, gdy tylko wyszliśmy z klatki. Dochodziła godzina szósta i całe miasto budziło się do życia. Ludzie wychodzili z domów, wsiadali do aut i jechali do pracy lub po świeże pieczywo. Nieliczni spacerowali ze swoimi pupilami, szczelnie opatuleni płaszczami, kurtkami oraz szalami, a niektóre matki szybko pędziły do swoich aut, z dziećmi na rękach, by jak najszybciej zawieść pociechy do niani lub przedszkola. Wiktor szedł obok mnie, z rękoma ukrytymi w kieszeniach czarnej bluzy i rozglądał się z wyrazem obojętności. Minęliśmy parking oraz samochód mojego męża, przeszliśmy przez ulicę, a następnie skręciliśmy w lewo, w drogę prowadzącą nad pobliskie jezioro. O tej porze dnia oraz roku nad wodą bywało niewiele ludzi. Od czasu do czasu mijały nas jakieś osoby, które poranki uwielbiają spędzać na joggingu, raz minęła nas staruszka z dużym owczarkiem niemieckim na smyczy, a później jakiś bezpański kot prychnął na nas złowrogo zza krzaków. Im dalej szliśmy, tym spotykanych ludzi było coraz mniej, aż w końcu zostaliśmy tylko my dwoje, wąska leśna dróżka, drzewa i zapach jeziora, znajdującego się nieopodal.
Co chciałabyś wiedzieć? — odezwał się Wiktor. Nadal szedł, wpatrzony przed siebie, jakby w głowie układał sobie wszystko to, co zaraz powinno wypłynąć z jego ust.
Wszystko — odpowiedziałam cicho.
Wziął głębszy oddech. Milczał przez chwilę, widocznie zastanawiając się jak obrać swoją historię w słowa, a potem powiedział:
Zuzanna i ja mieliśmy się pobrać latem. Moja mama była podekscytowana, ojciec również wyglądał na zadowolonego.
Zacisnęłam dłonie w pięści i ukryłam je w kieszeniach kurtki. Nie sądziłam, że zacznie opowieść akurat od Zuzanny, ale przecież kiedyś i tak musiałam poznać tą historię.
Do ślubu nie doszło, prawda? — odważyłam się zapytać, a potem spojrzałam na Wiktora.
Nie wyglądał na zadowolonego, wspominanie tamtych chwil było trudne, a opowiadanie o tym z pewnością było dla niego czymś, co ledwo mógł udźwignąć. Milczał tyle lat, tyle długich dni dusił w sobie cały ból, że teraz wygłaszając to wszystko na głos, ranił siebie do żywego.
Na kilka tygodni przed ślubem Zuza powiedziała, że ma innego. — Poruszył jakoś dziwnie ramieniem. — Wyznała mi, że nigdy nie chciała ślubu, nie chciała ze mną być. Byłem czymś na kształt niezobowiązującej zabawy. Rzuciła mi pierścionek pod nogi i po prostu odeszła. Do niego.
Poczułam łzy w oczach, jednak nie pozwoliłam im wypłynąć. Nigdy nie sądziłam, że Zuza mogła zranić Wiktora, wszelkie wersje jakie słyszałam, mówiły o ich wzajemnej miłości.
Poszedłem wtedy za nią — kontynuował. — Nie mogłem sobie na to pozwolić, kochałem ją, a ona potraktowała mnie jak śmiecia. Chciałem z nią porozmawiać, przekonać, że jakoś możemy to ułożyć.
I coś poszło nie tak — dopowiedziałam sama sobie. — Wasza rozmowa nie potoczyła się tak, jak tego oczekiwałeś?
Pokiwał przecząco głową. Zatrzymał się pod jednym z większych drzew i oparł o nie plecami. Spojrzał na ziemię, jakby szukał tam jakiegoś wsparcia, a na twarzy widocznie było udręczenie.
Nie rozmawiałem z nią. Nie poszła do domu, spotkała się z nim w lesie. Kiedy dotarłem na miejsce kłócili się, i to naprawdę ostro. W tamtej chwili tak bardzo jej nienawidziłem, że nawet nie zareagowałem, gdy ten skurwiel zaczął się do niej dobierać.
Przeszył mnie nieprzyjemny prąd.
Co?!
Wiktor podniósł głowę i spojrzał wprost w moje oczy.
Zuza miała jedną zasadę, chciała utrzymać dziewictwo do ślubu. A ja znałem jej kochanka, bardzo dobrze go znałem. Wiedziałem, że się nie powstrzyma i widziałem co z nią robi, jak ją gwałci. Nic z tym nie zrobiłem, chciałem by cierpiała tak bardzo jak ja, by zrozumiała co mi zrobiła.
Cofnęłam się o krok z sercem bijącym jak oszalałe. Patrzyłam przerażona na Wiktora i modliłam się w duchu, że wymyślił tą historię, by mnie przerazić.
Boże, Wiktor — jęknęłam przez płacz. — Jak mogłeś?
Jestem potworem, Mario. Bestią. Tak mnie nazywają, zapomniałaś?
Przecież ją kochałeś! — zawołałam. — Jak mogłeś na to patrzyć?! Jak mogłeś nie zareagować?!
Nie odpowiedział, jednak z twarzy wyczytałam, że do dzisiejszego dnia Wiktor wyrzyguje sobie swoją bierność. Nie mógł się pogodzić z tym, że przed laty nie zareagował, nie pomógł Zuzie i nie wyciągnął jej z rąk oprawcy.
Po wszystkim on odszedł, a ja zaniosłem ją nieprzytomną do domu. Kiedy się ocknęła oskarżyła o wszystko mnie. Jej miłość do tego sukinsyna była tak wielka, że była w stanie mu wybaczyć gwałt. On został z czystą kartą, mnie przypięto łatkę gwałciciela i sadysty.
Zasłoniłam uszy rękoma, nie mogąc znieść tej okrutnej prawdy. Z moich oczu płynęły łzy, a ścisk w żołądku był tak duży, że żółć podeszła mi do gardła. Miałam ochotę zwymiotować i to wprost pod nogi Wiktora.
Nie mogę tego słuchać! — zawołałam. — Przestań! Przestań cokolwiek mówić!
Wiktor z prędkością światła znalazł się przy mnie i stanowczo chwycił moje nadgarstki. Odciągnął dłonie od moich uszu, a następnie chwycił twarz w ręce i zmusił, bym patrzyła wprost w jego przepełnione bólem oczy.
Chciałaś prawdy, Mario — rzekł ostro. — Więc wysłuchasz mnie do końca.
Nie chcę, rozumiesz?! Nie chcę!
Potrząsnął mną delikatnie.
Czyżbyś się przeraziła, droga żono? — zapytał z dość upiornym uśmiechem. — Wysłuchasz mnie do końca, a potem mi powiesz czy nadal chcesz ode mnie czułości.
Zostaw mnie! — Spróbowałam się wyrwać, jednak trzymał zbyt mocno.
Przeniósł swoje dłonie na moje ramiona i ścisnął boleśnie.
Słuchaj mnie! — zagrzmiał. — Zuza miała siostrę — kontynuował — bliźniaczkę, która mieszkała z jej matką kilkaset kilometrów dalej. Nigdy jej nie widziałem, mama Zuzy po narodzinach córek, jedną z bliźniaczek zabrała i uciekła do kochanka. Nie miałem o tym pojęcia, narzeczona nigdy mi o tym nie wspominała. O wszystkim się dowiedziałem później, gdy dziewczyna przyszła do mnie.
Zamrugałam kilka razy. W oczach Wiktora pojawiły się łzy i dopiero teraz zrozumiałam, że najgorsze jeszcze przede mną. Ponownie spróbowałam się wyrwać, jednak mąż mi nie pozwolił. Kurczowo ściskał moje ramiona, żądając tym samym, bym wysłuchała tych potworności do końca.
Dziewczyna z którą miałem brać ślub tak naprawdę nazywała się Marlena Pękaw. Od urodzenia mieszkała z ojcem, a gdy zacząłem się nią interesować, podała się za swoją siostrę, bo nigdy nie zamierzała traktować mnie poważnie. Miałem być przygodą i tyle. Marlena sądziła, że Zuza nigdy nie wróci do ojca, ale na kilka tygodni przed naszym ślubem, dziewczyna się pojawiła. Była idealną kopią siostry, nie było między nimi żadnych różnic. Dlatego ani ja, ani kochanek Marleny nie rozpoznaliśmy, że dziewczyna w lesie nie jest tą, z którą obaj się spotykaliśmy.
Stałam nieruchomo, czując zimny pot na plecach. W mojej głowie samoistnie tworzyły się przeróżne okropne obrazy, a każdy kolejny był jeszcze gorszy od poprzedniego. Chciało mi się krzyczeć i wymiotować jednocześnie. Miałam ochotę odsunąć się od Wiktora tak daleko, jak to tylko możliwe.
W lesie zgwałcono prawdziwą Zuzannę Pękaw. Siostrę bliźniaczkę mojej narzeczonej. — Z oczu Wiktora spłynęły łzy. Zwolnił uścisk, a następnie kucnął u moich stóp. Wplątał palce w swoje włosy, a szloch jaki wydarł się z jego gardła był jak najgorsze zło świata. — Zuzanna przyszła do mnie i wszystko mi opowiedziała. O Marlenie i jej ojcu, który razem z nią odgrywał szopkę. Opowiedziała o lesie, gwałcie oraz tym, że widziała jak się temu przyglądam. Powiedziała, że zniszczyłem jej życie, wyrwałem serce i duszę. Wykrzyczała mi to wszystko prosto w twarz, a potem wyciągnęła broń i strzeliła sobie w głowę. W moim domu, na moich oczach. Popełniła samobójstwo.
Upadłam na kolana. Płakałam tak głośno, że nie słyszałam nawet śpiewu ptaków. Nie mogłam oddychać, a wymiociny dosłownie dusiły moje gardło. Ta historia była tak straszna, tak obrzydliwa, że nie mogłam tego znieść. Patrzyłam na męża, który płakał jak małe dziecko i dopiero teraz zrozumiałam jak bardzo musiał cierpieć przez te wszystkie lata. Trzymał w sobie tak straszną tajemnicę, tyle bólu, nienawiści, poczucia winy. Dźwigał to wszystko zupełnie sam, osamotniony i pozostawiony na pastwę własnych wyrzutów sumienia. Popadł w alkoholizm, stał się sadystą, tyranem i bezuczuciową Bestią. Dokonał strasznego czynu, pozwolił by niewinna dziewczyna zapłaciła za grzechy zupełnie innej osoby. Dopuścił się bestialstwa na tak wielką skalę, że ludzie musieli go nazwać Bestią.
Wiktor usiadł na zimnej ziemi i po raz pierwszy od wielu lat pozwalał sobie na jawne łzy w obecności innej osoby. Jego dłonie bezwładnie opadły na uda, a sam mężczyzna dawał upust wszystkim negatywnym emocjom, jakie siedziały w nim od lat. Wyrzucił z siebie demony, pozwolił by opuściły jego ciało.
Trzęsłam się tak bardzo, że moje zęby zgrzytały głośno.
Jesteś potworem — wyjąkałam przez płacz. — Potworem.
Jestem — potwierdził. — Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak wielkim potworem jestem.
Zakręciło mi się w głowie. Chaos jaki panował w moich myślach był wręcz nie do opisania. Chciałam nienawidzić Wiktora, chciałam czuć, że wszystko co go spotkało, spotkało go zasłużenie. Pragnęłam czuć do niego odrazę, obrzydzenie. Chciałam, by był jak robak, jak karaluch, którego brzydziłabym się na każdym kroku i w każdej sekundzie mojego życia.
Zamiast tego nienawidziłam siebie.
Współczułam mu. Nie mogłam tego pojąć, dlaczego ja, zgwałcona kobieta, współczuję temu człowiekowi? Dlaczego nie mogę go nienawidzić, wyrzygać mu jego okropności prosto w twarz, dlaczego nie potrafię zażądać, by odszedł, by zniknął, by przestał istnieć? Żałowałam Zuzanny, byłam przerażona tym co usłyszałam, ale mimo wszystko, nie potrafiłam powiedzieć, że nie współczuję Wiktorowi. Dotychczas sądziłam, że jego sposób bycia wynika z samotności, teraz wiem, iż przez cały czas obwiniał się za to co zrobił, a raczej czego nie zrobił. Nie pomógł Zuzannie, nie zareagował, jednocześnie stając się współwinnym gwałtu. Doprowadził do zniszczenia życia biednej dziewczynie, odebrał jej życie, zamordował, pomimo tego że to nie on pociągnął za spust. Był najgorszym z najgorszych, Bestią w ludzkiej skórze, a mimo to, nie potrafiłam go nienawidzić.
Patrzyłam na męża, a on pierwszy raz unikał mojego wzroku. Nie mógł na mnie spojrzeć, bał się tego co dostrzeże na mojej twarzy. Był sam tyle lat, tak długo trzymał to wszystko w sobie, że teraz, kiedy w końcu pozwolił sobie na zwierzenia, ogarnął go strach, iż straci jedyną osobę, która mu pozostała. Bo nie miał już nikogo. Nie miał rodziców, nie miał przyjaciół, nie miał rodziny. Ja byłam ostatnią osobą, która jeszcze coś znaczyła w jego życiu. Niewiele, ale jednak.
Powoli przesunęłam się na kolanach w stronę Wiktora, a ten drgnął nieznacznie.
Tak bardzo chciałam go nienawidzić.
Tak ogromnie.
Tak bardzo nie umiałam.
Drżącą ręką dotknęłam dłoni mężczyzny, ale w ogóle nie zareagował. Po jego policzkach nadal płynęły łzy, a spojrzenie utkwił w ziemi, targany niewyobrażalnymi wyrzutami sumienia.
Wiktor, spójrz na mnie — poprosiłam zachrypniętym głosem.
Nie zareagował. Przysunęłam się jeszcze bliżej i chwyciłam jego twarz w dłonie. Tym razem to ja zmusiłam męża, by patrzył wprost w moje oczy, a jego spojrzenie wypełnione bólem było jak noże wbijane w sam środek mojego serca. Przez chwilę patrzyłam na jego twarz, która wyrażała miliony uczuć jednocześnie, a potem wzięłam głębszy oddech.
Wybaczam ci, Wiktorze — powiedziałam w końcu. — Wybaczam ci wszystko to, co zrobiłeś lub czego nie zrobiłeś dla tej biednej dziewczyny. Uwalniam cię od tego bólu i tej tajemnicy, pozwalam ci wyrzucić to wszystko w przeszłość, jednocześnie wybaczając wszystkie krzywdy.
Pokiwał przecząco głową.
Nie możesz — rzekł. — Nie możesz, rozumiesz? Muszę za to pokutować.
Nie musisz. Już odpokutowałeś. Koniec z tym. Jesteś Bestią, Wiktor. Bestią, która mimo wszystko ma serce. Możesz zaprzeczać, możesz się ze mną spierać, ale nie pozwolę byś zatracił siebie i nasze małżeństwo. — Przesunęłam dłonie z twarzy męża na jego szyję, a następnie kark.
On patrzył na mnie wyraźnie zaskoczony. W niebieskich oczach czaiło się tyle strachu, że choćby nie wiem jak się starał, nie był w stanie go skryć za maską obojętności.
Spróbuj mi zaufać, Wiktor — szepnęłam, przysuwając się tak blisko, jak to tylko było możliwe. Siedziałam teraz okrakiem na udach męża, a on niepewnie położył dłonie na moich biodrach. — Nie zostawię cię dlatego, że masz tak straszną przeszłość.
Czasami się zastanawiam czy jesteś aż tak odważna, czy aż tak głupia — odpowiedział prosto w moje usta. — Nie potrafię cię rozgryźć. Powinnaś uciekać.
Nie chcę uciekać.
Więc czego chcesz, Mario?
Patrzyłam w jego oczy pełne dziwnego zagubienia oraz czegoś, czego nie mogłam do końca określić. Łzy już nie płynęły ani z oczu moich, ani Wiktora.
Chcę ciebie — odpowiedziałam. — Tylko ciebie.

A potem nie czułam już nic. Nic prócz ust męża. 

____________________________________

Witajcie w mojej patologicznej wyobraźni! :D

Kochani! Powieść Piękna i Bestia bierze udział w konkursie na Wattpadzie pt. "Skrzydlate słowa". Wszystkich wattpadowiczów serdecznie proszę o głosy na moją powieść :) Informacje o tym jak głosować znajdziecie na Wattpadzie po wpisaniu w wyszukiwarkę: Konkurs "Skrzydlate słowa". 
Z góry dziękuję za zaangażowanie! 

Do następnego!